introvert

IMG-20170307-WA0001

Familija Maltija (Maltese Family)

Imagine a beautiful limestone house with charming red doors and shutters about to be open to let in the morning sun and the smell of freshly baked bread.

As you’re walking in, there are loud noises coming from the kitchen and you cannot wait to taste the coffee and enjoy this blissful moment.

Stop! What you are going to embark on is not a Hollywood adaptation of a Tuscan lifestyle but a reality. Move away from that picture and join me in the kitchen with a family the size of a football team and voices trying to overpower each other.

Because, one thing I didn’t tell you last time was that both my partner and I were staying at his family home, and yes, the family came with it as an extra. Now, we need to zoom the camera away from Tuscany, and onto Malta!

I met my partner’s family on few occasions and had already stayed at their house previously, so it didn’t look like a big deal to live with them for a couple of weeks. Five weeks down the line and I seem to be changing my opinion.

To put you into the picture, I come from a small family, where you only get to see your relatives at Christmas….and funerals. On top of that, you have to make sure you give them long enough notice so they’re prepared to see you and can bring out on display out all the crappy presents you gave them.

Before moving to Malta, I had prepared myself mentally for loud dinners, a lot of hand gestures while talking and facial expressions that can mean more than words. Yet, there were things about happen that would still take me by surprise. All of a sudden, I jumped into the turmoil of Mediterranean family affairs, people knocking on your doors unexpectedly and… after-dinner conversations about bowel movements, to put in the most polite way!

So, what else was waiting for me?

What struck me the most were the unexpected visits, especially on weekend mornings. Being a lazy 20-something (millennial!), I do not like getting up from my warm bed before 10 am on Saturdays.

So you can imagine my consternation when one morning I opened the door for a cousin of a cousin who casually popped for a cuppa. I was a hangover hot mess, trying to do a small talk with a stranger who greeted me with two kisses. Lesson learned: now I just pretend I’m asleep or not at home.

Another thing was Fenkata, a traditional Maltese dinner, where a rabbit is consumed in large quantities. Being an introvert, I try to avoid large gatherings like a plague, but I’m also too polite to decline the invitation. So, I went along.

Large dinners are already quite a feat to organise, however, try doing it with 20 Maltese friends who haven’t seen each other for years and you would be amazed. You will not be able to say a word without shouting and trying to have a conversation will seriously exercise your hearing. Nevertheless, a bottle of wine later, I had nothing to lose, I joined the buzz and for the first time, I actually enjoyed a large dinner.

Am I coming across as a nagging outsider who’s complaining about this new experience? If so, I must be giving the wrong impression! As much as it’s all new and terrifying to me, the Maltese surely know how to break the barriers and have fun (at the end of the day, every excuse is a good excuse to share a drink with friends).

Till the next time,
Megan

____________________________________________________________________________________________________________________________

Familija Maltija (Rodzina Maltańska)

Wyobraź sobie czarujący dom, zbudowany z kamienia wapiennego, z małymi, czerwonymi, drzwiami i okiennicami, ktore tylko czekaja na to, żeby je otworzyć i wpuścić poranne słońce, otulone zapachem świeżo upieczonego chleba.

Podczas, kiedy wchodzisz do domu, słyszysz głosy dochodzące z kuchni i nie możesz się doczekać, żeby skosztować porannej kawy i cieszyc sie tym spokojnym i ujmującym porankiem.

Stop! To co Cie za chwile spotka, to nie Hollywoodzka adaptacja Pod Sloncem Toskanii, ale rzeczywistosc. Zapomnij o tym i dołącz do mnie w kuchnii, z rodzina o rozmiarze drużyny piłkarskiej i przekrzykujących sie głosach.

Jedna z rzeczy, o której nie wspomniałam poprzednim razem, to że oboje z moim partnerem postanowiliśmy na początku zamieszkać w jego rodzinnym domu. Niestety, rodzina została dołączona gratis. OK, czas zmienić ujęcie z Toskanii, na Maltę!

Rodzinę mojego partnera spotkałam wielokrotnie, więc wydawało się, że zamieszkiwanie z nimi przez pewien okres nie bedzie problem. Pięć tygodni później, i zmieniłam zdanie.

Żebyście mogli lepiej zrozumiec moja sytuacje i punkt widzenia, pochodze z malej rodziny, w której widuje sie swoja rodzine tylko podczas Świąt i pogrzebów, malo tego, nalezy sie zapowiedziec na długo wczesnie, zeby byli na to psychicznie przygotowani, i mieli czas na wyciągnięcie wszystkich bezużytecznych prezentów, które im wręczono.

Przed przeprowadzka na Malte, bylam przygotowana na glosne kolacje, dzika gestykulacje rekoma i mimikę, która potrafi wyrazić więcej niż słowa. Mimo wszystko, nadal czekały na mnie wydarzenia pełne niespodzianek. Nagle, wpadłam w chaos Śródziemnomorskiego trybu życia, ludzi pukających do drzwi bez zapowiedzenia i…. Rozmów o wydalaniu i ruchach jelit, mówiąc taktownie.

Co jeszcze na mnie czekało?

To, co zdziwiło mnie najbardziej, to niezapowiedziane wizyty o poranku. Będąc typowa, leniwa 20-latka (Pokolenie Millennial!), nie lubię wstawać z mojego wygodne łóżka przed 10 rano w soboty.

Możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy pewnego poranka otworzyłam drzwi, i przede mna stal ktoś na rodzaj kuzyna wujka, który tak po prostu wpadl na herbate. Będąc w kompletnym bałaganie, na kacu, musialam sie zaangazowac w nudna konwersacje z kimś, kto przywitał mnie dwoma buziakami w policzek. Teraz juz wiem, ze lepiej udawac, ze sie śpi, albo ze sie jest nieobecnym w domu.

Kolejna rzecza, ktora mnie zaskoczyła, była Fenkata, tradycyjna Maltańska kolacja, podczas której konsumuje się duże ilości królika. Będąc introwertykiem, staram się unikać dużych, w szczególności rodzinnych, spotkań jak ognia, ale jestem też za uprzejma, żeby odmówić. W takim wypadku, zdecydowalam sie, zeby pojsc.

Duże spotkania są dość trudne do zorganizowania, wiec mozesz sobie wyobrazic, jak to wygląda, kiedy 20 Maltańskich przyjaciół spotyka się pierwszy raz po kilku latach. Gwarantuje Ci, że niemożliwym będzie powiedzenie chociażby jednego słowa bez krzyku, a próba prowadzenia rozmowy kończy się poważnym wysiłkiem dla Twoich uszu. Nie mniej jednak, butelkę wina później, nie mając nic do stracenia, dołączyłam do tego gwaru i po raz pierwszy duże spotkanie sprawiło mi przyjemność.

Czy wydaje Ci się, że zachowuje się jak cyniczny outsider, który tylko narzeka na nowe doświadczenia? Jeżeli tak, to muszę sprawiać złe wrażenie! O ile to wszystko jest dla mnie nieznane i przerażające, Maltańczycy z pewnoscia wiedza, jak przełamać bariery i dobrze się bawić (w koncu, kazda okazja jest dobra okazja do wypicia kilku drinków ze znajomymi).

Do następnego razu,
Megan